Opinie

Od czego zależy rating Polski?

Cezary Mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech, prezes Agencji Ratingu Społecznego, absolwent IESE, były zastępca szefa Kancelarii Sejmu, prezes UNFE, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

  • Opublikowano: 7 marca 2016, 18:44

    Aktualizacja: 8 marca 2016, 06:20

  • Powiększ tekst

W dobie afery teczkowej prawicowe media z zażenowania przemilczały fakt zgłoszenia przez władze postkomunistycznego bohatera afery podsłuchowej („specjalisty” m.in. od anatomii ludzkiej) na prezesa EBOiR.

O ile poniedziałkowy „Wall Street Journal” na pierwszej stronie rozprawia się z konsekwencjami zapaści demograficznej w Polsce (początek charakterystyczny: „ZARASZOW, Poland—Krystyna Trzcińska…”, o mniejszych problemach USA jest artykuł „No Easy Fix on Boosting Labor Force” na stronie drugiej), o tyle weekendowy odsłania amerykańskiemu biznesowi kulisy sytuacji politycznej w Polsce. I tak po lekturze artykułu „U.S. Presses Poland to End Constitutional Rift” (w skróconej wersji papierowej „U.S. Said To Press Poland on Reforms” s. 7) może być jaśniejsze zrozumienie polskiej kandydatury do EBOiR, pasywność w obronie polskich interesów przy okazji Brexitu, przyczyny skierowania przez MSZ 24 grudnia kontrowersji związanych z TK do opinii Komisji Weneckiej i dlaczego spekulacje dotyczące dymisji ministra Witolda Waszczykowskiego (który swoją drogą nareszcie rozprawia się z antypolską propagandą Instytutów Polskich) są bezpodstawne.

Okazuje się że TK (swoją drogą wyjątkowo niekompetentny w finansowych orzeczeniach dotyczących OFE i kwoty wolnej od podatku) wspierają Amerykanie, gdyż najprawdopodobniej nie chcą swych wpływów w PL opierać jedynie na jednym ośrodku („Jaroslaw Kaczynski, said on Thursday night allies were making »a very grave mistake« by siding with the opposition and demanding that the Venice Commission’s recommendations be implemented”), lub – co również prawdopodobne – że ich umowy z Niemcami i tę kwestię regulują.

Okazuje się że już w grudniu rzecznik Departamentu Stanu Mark Toner informował o tym że USA podniosła kwestię „potrzeby silnych mechanizmów kontrolnych przez każdą demokrację” („Any democracy needs strong systems of checks and balances, needs judicial independence”), o tym że w zeszłym miesiącu wiceprezydent John Kerry w rozmowie z ministrem Witoldem Waszczykowskim uznał kwestię Trybunału Konstytucyjnego jako jedno z kluczowych „wyzwań” („challenges”) Polski, że „urzędnicy z Waszyngtonu naciskają na Polskę aby zakończyła kryzys konstytucyjny” („Officials in Washington are putting pressure on Poland to end a constitutional crisis here”), oraz że wprost „dyplomaci amerykańscy obecnie wizytujący Polskę powiedzieli urzędnikom rządowym, aby dostosowali się do rekomendacji Komisji Weneckiej” („U.S. diplomats visiting Poland recently told government officials that they expected Poland to implement recommendations by Europe’s top international human-rights organization that Warsaw reverse its recent moves curtailing the power of the nation’s highest court to rule against government legislation. A draft opinion of the Venice Commission, an advisory body to the Council of Europe, sharply criticized those changes. The final version of the opinion is expected next week”. A później: “But we do have a frank, candid exchange with the Poles on a variety of issues, including the character and quality of its democracy,” Mr. Toner said. »That’s a conversation we’re having, and will continue to have.«”.

No cóż, jedynie czego należałoby żałować, to że w sytuacji masowych przecieków żadne medium w kraju tych problemów nie dotyka i musimy się o tym dowiadywać z zagranicznego dziennika, informującego zagraniczne grupy biznesu o ocenie ryzyka inwestycji w danym kraju.

Mimo iż zagranica dogłębnie ukazuje sytuację gospodarczą w naszym kraju, o czym świadczy artykuł Juliet Samuela w poniedziałkowym wydaniu „WSJ”, krajowe media przez kilka ostatnich lat ukazywały niemal same zachwyty nad stanem polskiej gospodarki i finansów publicznych. Dlatego gdy teraz – już na początku nowych rządów – agencje ratingowe kolejno obniżają ocenę Polski, co zaprzecza lansowanemu optymizmowi, wszystkim wydaje się to niezmiernie dziwne i podejrzane. Mnie ten „wyrok na Polskę” ani nie zaskakuje, ani denerwuje, ponieważ od dawna co do stanu polskich finansów jestem jednak umiarkowanym pesymistą. Zamiast więc wnikać w nieczyste pobudki agencji S&P, z którą sam miałem trudne rozmowy – aczkolwiek dotyczące podwyższenia ratingu, wolałbym, abyśmy się dziś głębiej zastanowili nad rzeczywistymi perspektywami polskiego rozwoju w kontekście sytuacji międzynarodowej, zwłaszcza na rynku kapitałowym, który z pewnością będzie oddziaływał negatywnie na procesy zachodzące w Polsce. A przede wszystkim – trzeba podsumować i wreszcie wyciągnąć właściwe wnioski z błędów popełnianych przez całe 25 lat III RP.

Niemniej jednak agencja S&P obniżyła obecnie rating Polski, co nie miało miejsca w czasie poprzednich rządów. Odpowiedz dlaczego jest bardzo prosta, gdy się na powyższą decyzję spojrzy z punktu widzenia zagranicznego inwestora. Poprzednia ekipa rządowa dawała gwarancję inwestorom asekurując się „bliską współpracą” z Niemcami, obecna już jej nie daje. Poprzedni rząd zapewniał, że wewnętrzny dług wobec starzejącego się społeczeństwa, znacznie większy niż ten wobec rynków kapitałowych, rozwiąże „inaczej” - kosztem polskich emerytów.

Należy pamiętać że w poprzednim okresie planowano i podejmowano drastyczne działania zmierzające do redukowania długu wewnętrznego wobec obywateli właśnie m.in. przez podniesienie wieku emerytalnego, co miało skutkować poważnym zmniejszeniem wypłat świadczeń emerytalnych, jako że wielu potencjalnych emerytów mogło przecież nie dożyć emerytury. Zagraniczni wierzyciele mogli więc liczyć na to, że Polska nie będzie miała kłopotów ze spłacaniem zobowiązań względem rynku kapitałowego.

Podobny mechanizm oszczędnościowy dotyczył służby zdrowia, na którą w Polsce mogą dziś liczyć wyłącznie ci, którzy mają pieniądze, zaś klienci Narodowego Funduszu Zdrowia są poniekąd skazani na „śmierć w kolejce”.

Oczywiście taki sposób uspokojenia inwestorów trudno odbierać jako sukces. Prawdziwym sukcesem byłoby, gdyby zagraniczni inwestorzy garnęli się do Polski z powodu dynamicznego rozwoju gospodarczego sprawiającego że zadłużenie byłoby coraz niższe w relacji do dochodów. Z perspektywy podważających siebie nawzajem wypowiedzi ministrów Pawła Szałamachy i Konrada Raczkowskiego należałoby wziąć sobie do serca radę którą swego czasu udzielił mnie postkomunistyczny (co za ironia losu!) *minister finansów Mirosław Gronicki, by „trzymać niekompetentne osoby z dala od Reutersa”. Niby nic odkrywczego, ale należy pamiętać że zarówno Bloomberg, który sprawia wrażenie jakby miał uprzywilejowane kontakty, jak i Reuters cały czas zadają pytania polskim decydentom gospodarczym i w zależności od odpowiedzi kształtują sobie opinię o tym, czy planowane działania mające na celu zdynamizowanie wzrostu gospodarczego, mają szanse powodzenia.

Z punktu widzenia ratingu nie do końca prawdziwe jest panujące przekonanie, że nie ma złotego środka, aby zarówno polskie społeczeństwo, jak i zagraniczni inwestorzy byli zadowoleni. Podczas gdy on jest i to całkiem prosty - należy wiarygodnie ukazać, że środki budżetowe będą przeznaczone na rozwój, oraz że jesteśmy skuteczni w negocjacjach z UE, a nie tylko w propagandzie sukcesu.

Chodzi też o to, aby sygnał dla polskiego społeczeństwa był równie racjonalny co optymistyczny. Przy czym powinien być on po pierwsze prawdziwy. Potężne są już dziś zobowiązania ZUS jak i NFZ, a ludzie wciąż liczą na wyższe emerytury i skuteczniejszą służbę zdrowia, bo politycy im to obiecują.

Jesteśmy w UE której kosztowne regulacje sprawiają że nie jesteśmy konkurencyjni na rynkach trzecich i stawiają nas na pozycji przegranej. Gdyby ludzie znali prawdę to podejmowaliby racjonalne decyzje osobiste i domagali się racjonalnych decyzji politycznych. A to byłoby optymistycznym sygnałem co do przyszłości naszego Narodu.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych