Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Czy z „grillowania” USA Snowdenem może coś pozytywnego wyniknąć?

Cezary Mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech, prezes Agencji Ratingu Społecznego, absolwent IESE, były zastępca szefa Kancelarii Sejmu, prezes UNFE, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

  • Opublikowano: 12 sierpnia 2013, 15:46

  • Powiększ tekst

W Polsce media milczą na temat przygotowań do szczytu G20 w St Petersburgu, aby nie zadawać rządzącym drażliwych pytań dotyczących braku obecności Polski w tym gronie, w sytuacji propagowania nieustannych sukcesów rządowych na niwie zagranicznej. Milczą mimo iż z powodu konfliktu na linii USA-Rosja jak i zadrażnień amerykańsko-niemieckich wchodzimy w nową korzystniejszą dla Polski konstelację międzynarodową. Na świecie wszystkie oczy zapatrzone są jak na spotkaniu będą zachowywali się jej uczestnicy. A jak podaje Financial Times w artykule Geoff Dyer’a i Courtney Weaver’a „Obama’s Putin snub puts new focus on Moscow’s China ties” obserwacje będą szczególnie dotyczyły zachowania Władimira Putina i Xi Jinping’a w odpowiedzi na pytanie czy sojusz łączący te kraje przed czterdziestoma laty czasem nie odżył?

Gdyż jak inaczej można traktować całą aferę Snowdena która obecnie „wybuchła” w sytuacji kiedy to według znanego od 2011 r. raportu Washington PostTop Secret America” codziennie cała armia 854 tyś. urzędników, oficerów i podwykonawców dokonywała w tym kraju pracę wywiadowczą. Według tego źródła większość z 55 tyś. pracowników National Security Agency to pracownicy analizujący dane z rozległego centrum podsłuchu miliardów połączeń telefonicznych, pracujący w całej sieci obiektów położonych w Virginii, Maryland i Waszyngtonie. Przecież nie mogło na świecie być niezauważone, że USA wydaje co najmniej $80 mld dolarów rocznie na wywiad, co jest wielkością większą od wydatków obronnych każdego z krajów na świecie, poza wyjątkami które można wymienić na palcach jednej ręki. I mimo tego wybucha afera na cały świat, dewastująca obraz Ameryki. Bo jak inaczej traktować debatę o kradzieży własności intelektualnej przez Chińczyków w sytuacji podsłuchu amerykańskiego (i wsparcia dla Apple kosztem Samsunga), czy też o poszanowaniu prawa w Ameryce Pd. w sytuacji zatrzymania prezydenta Boliwii w Wiedniu, czy też o tym że najgorsza na świecie jest KGB. Do tego nakłada się obraz Ameryki jako rządzonej przez oligarchię bankowo-szpiegowską, jak sugeruje co do ostatniego członu, w artykule Financial Times’a „Data intelligence complex is the real story” Edward Luce. Przytaczając stwierdzenia prezydenta Dwight D. Eisenhowera który ostrzegając Amerykanów przed lobby militarno-przemysłowym (“military-industrial complex”) mówił o tym że mają one kompleksowy wymiar: ekonomiczny, polityczny i ideologiczny (“The total influence – economic, political, even spiritual – is felt in every city, every state house, every office of the federal government […] We must be alert to the … danger that public policy could itself become the captive of a scientific technological elite.”) O ile charakter funkcjonowania różnych dewastujących nasz kraj lobby dobrze odczuwamy w Polsce, o tyle upokarzana Ameryka, „grillowana” rewelacjami Snowdena przez najbliższe lata, może być wsparciem odrodzenia w Polsce, o ile okaże się właściwie zdiagnozowana przez dwie strony.

Niemcy przed wyborami również mogą chcieć na wzór Gerharda Shröedera „zagrać” antyamerykańskimi sentymentami. Ale przecież Niemiecka dominacja w Europie kosztuje już wiele jej partnerów, co musi budzić antyniemieckie odczucia. Od początku €kryzysu gospodarka Grecji skurczyła się o ¼, a włoska przeżywa spadki od ośmiu kolejnych kwartałów. Kilka lat temu Thilo Sarrazin z Bundesbanku publicznie skrytykował w książce "Deutschland schafft sich ab: Wie unser Land aufs Spielt setzen" („Niemcy likwidują się same: Jak nasz kraj wypada z gry”) wzrost udziału muzułmanów w strukturze  społeczeństwa niemieckiego.  Natychmiast znalazł się w huraganowym ogniu krytyki i zmuszony był podać się do dymisji.  Sprawa niby przyschła,  jednak – zauważmy -   w międzyczasie w UE wybuchł kryzys, a Niemcy wraz z  EBC i MFW zaaplikowały krajom członkowskim Unii takie metody walki z kryzysem, które  nie tylko go nie pokonały, ale wręcz pogłębiły. Główny  nacisk został położony  na  redukcje deficytu, zwiększenie mobilności pracowników oraz elastyczności pracy i płacy, co  spowodowało, że miliony Europejczyków z krajów pogrążonych w kryzysie  zaczęły przemieszczać się do… Niemiec. Napływ emigrantów z europejskiego kręgu kulturowego dziwnym trafem zbiegł się z przewagą reemigracji muzułmańskich Turków. Dziwnie to koresponduje z odtajnionymi archiwami brytyjskimi wg. których kanclerz Helmut Kohl informował premier Margaret Thatcher w 1982 r. że planuje wysiedlić połowę z 1,5 mln tureckich imigrantów gdyż… słabo się integrują. Do 2025 r. Niemcy potrzebują 6 mln pracowników, aby zastąpić własne starzejące się społeczeństwo. W zeszłym roku imigracja do Niemiec przeważyła nad emigracją o 369 tyś. Niemniej jak podkreśla  Tony Barber w dzisiejszym artykule Financial Times’a „Germany is strong, but not nearly strong enough” wg analiz OECD z powodu zapaści demograficznej i spadku ilości ludności o 10 mln, więcej obywateli i silniejszą pozycję będzie miała Francja i Wlk. Brytania, zakładając że ta ostatnia będzie jeszcze w UE sama i nie wydzieli się z niej Szkocja. A dzieje się tak dlatego gdyż obydwa te kraje prowadzą skuteczniejszą politykę prorodzinną. W efekcie w Wlk. Brytanii jak podaje piątkowy Financial Times w artykule Kate Allen i Helen Warrel „Britans’s baby boom bucks EU trend” w ciągu roku urodziło się 813,2 tyś. dzieci, najwięcej od 1972 r. Przy czym o ile urodzenia w rodzinach cudzoziemskich są liczniejsze, bo jak podaje Jane Falkingham z Centre of Population Change mają przeciętnie 2,2 dziecka na kobietę, to Brytyjki rodzą przeciętnie 1,9 dziecka a więc również blisko prostej zastępowalności.

Z różnych analiz wynika że obecnie tylko parę krajów UE prowadzi świadomą politykę, a reszta jest spychana do roli przedmiotowej. Dotyczy to także Polski, która  zamiast na wzór niemiecki, czy francuski prowadzić politykę prorodzinną, jednocześnie przyciągając do kraju miejsca pracy  - stała się społeczeństwem, który to dostarcza Niemcom brakujących pracowników. Kraje takie jak nasz, bez własnej polityki, są nieustannie poddawane  ideologicznej obróbce, aby na tę służebną rolę się godziły. To dla Polski bardzo groźna perspektywa. Nie dość, że dzieci  rodzi się tragicznie za mało, to i ta garstka jest skazana na emigrację. Na koniec staniemy się zbiorowiskiem emerytów, dla których nie będzie komu zapewnić  świadczeń społecznych na starość. To rola na którą nigdy w historii się nie godziliśmy i wykorzystując zmieniającą się koniunkturę międzynarodową, mocno oparci na swoich chrześcijańskich korzeniach powinniśmy starać się z tego nihilistycznego kręgu się wyrwać jak najszybciej.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych